W tym roku World Chess – londyńska spółka giełdowa zarządzająca oficjalną platformą FIDE (i prowadząca tę stronę) – ogłosiła, że współpracowała z Kościołem katolickim, aby „ponownie uznać” świętą Teresę z Ávili za patronkę szachów. Zamówili ikonę. Otrzymali zgodę Komisji Liturgicznej Brytyjskiego Kościoła Katolickiego. Dokumentacja jest autentyczna.
To nie jest wygłup. A raczej – to nie jest tylko wygłup.
W szachy gra miliard ludzi. Miliard. Więcej niż w tenisa, więcej niż w golfa, więcej niż w większość rzeczy, które nazywają się sportami globalnymi. Gra się w nie w więzieniach i pałacach, przez dzieci w Chennai i emerytów w Kopenhadze, przez ludzi, którzy nigdy się nie spotkają, ale dzielą te same sześćdziesiąt cztery pola.
A teraz ta gra ma oficjalną świętą patronkę.
Podmiot, który to umożliwił, nie był federacją, rządem ani ciałem religijnym.
To była firma szachowa.
Chwila, czy można tak po prostu... to zrobić?
Najwyraźniej tak.
Kościół katolicki ma długą tradycję świętych patronów zawodów i dziedzin – święty Franciszek Salezy dla dziennikarzy, święty Izydor z Sewilli dla internetu (tak, naprawdę, od 2002 roku). Te nominacje zwykle wyrastają organicznie przez wieki lub są formalizowane dekretem papieskim.
To, co zwykle się nie zdarza, to inicjowanie tego procesu przez przedsiębiorstwo komercyjne.
Ale właśnie to zrobił World Chess. Dyrektor generalny Ilya Merenzon i jego zespół odkryli, że święta Teresa z Ávili – XVI-wieczna hiszpańska karmelitanka i mistyczka – została faktycznie uznana za patronkę szachów przez biskupa Madrytu w 1944 roku. Był to historyczny przypis, o którym świat szachów całkowicie zapomniał.
Teresa pisała o szachach w swoich rękopisach, porównując duchową podróż do gry, w której różne figury mają różną wagę, a dusza nawiguje w stronę Boskiego Króla. Nie była przypadkowym obserwatorem. Rozumiała grę.
World Chess wziął to zapomniane uznanie, przedstawił je Komisji Liturgicznej Brytyjskiego Kościoła Katolickiego i zapytał: czy możemy to ponownie uczynić oficjalnym? Czy możemy zamówić ikonę?
Kościół powiedział tak.

Ikona
Obraz jest uderzający. Święta Teresa stoi obok szachownicy, przy której bawią się dzieci, trzymając w dłoni króla. To tradycyjna ikonografia – złote płatki, symbolika religijna – ale bez wątpienia dotycząca szachów. Towarzyszy jej motto, które brzmi, jakby napisał je arcymistrz z poczuciem humoru: „Nie roszaduj w ruinę”.
To sztuka sakralna. Zamówiona przez spółkę akcyjną.
Pytanie miliarda graczy
Tutaj robi się naprawdę dziwnie.
Szachy nie są jak inne sporty. Nie należą do nikogo. Nie ma kraju założycielskiego, oryginalnego języka, jednej tradycji. Wędrowały z Indii do Persji, do świata arabskiego, do Europy, wszędzie. Należą do ludzkości w sposób, w jaki prawie nic innego nie należy.
Miliard ludzi gra w tę grę. Zdecydowana większość nie jest katolikami. Wielu to hinduiści, muzułmanie, prawosławni chrześcijanie, buddyści, ateiści lub żadne z powyższych. Grają w szachy, ponieważ szachy są uniwersalne – jedyna gra, która nie wymaga tłumaczenia.
A teraz firma sprzedająca subskrypcje i notowana na Londyńskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, we współpracy z jedną konkretną instytucją religijną, nadała tej uniwersalnej grze świętą patronkę.
Dla około 1,3 miliarda katolików na świecie może to być znaczące. Prawdziwa święta, która naprawdę rozumiała grę, oficjalnie nad nią czuwa.
Dla wszystkich innych? To... skomplikowane.
„Nie rościmy sobie prawa do monopolu” – powiedział Merenzon „Kommersantowi”, rosyjskiej gazecie, która ujawniła tę historię. „Ludzie mają różne przekonania. Nie mówimy, że każdy musi czcić katolicką świętą. Ale im więcej patronów, tym lepiej”.
Mitologia, którą to zastępuje
Szachy miały już postać patrona: Caissę, nimfę z mitologii greckiej – właściwie wymyśloną przez włoskiego poetę w XVI wieku jako chwyt literacki. FIDE, Międzynarodowa Federacja Szachowa, używa wizerunku Caissy od dziesięcioleci. Turnieje są nazywane jej imieniem. Jest muzą 64 pól.
Caissa to fikcja. Piękna, neutralna fikcja, która nie należała do żadnej religii, więc mogła należeć do wszystkich.
Święta Teresa była prawdziwą kobietą. Hiszpańską katolicką mistyczką, która żyła, umarła i pisała o szachach z autentycznym uczuciem. Kościół pobłogosławił ikonę na jej cześć.
Kiedy „Kommersant” zapytał FIDE o komentarz, wysoki urzędnik odpowiedział: „Nie mam jeszcze jasnego stanowiska w tej sprawie”.
Tłumaczenie: nikt się tego nie spodziewał.

Więc czym to właściwie jest?
W swojej nadchodzącej książce To nie jest książka o szachach Merenzon pisze o wyzwaniu przekształcenia szachów w nowoczesną własność rozrywkową. Jego teza jest nieintuicyjna: szachy nie muszą się upraszczać. Muszą stać się bardziej tym, czym są – głębsze, bogatsze, bardziej związane z kulturą i znaczeniem.
Czy to także ćwiczenie z budowania marki? Oczywiście. Ikona pojawi się na gadżetach. World Chess to biznes.
Ale tu jest sedno: te dwie rzeczy nie wykluczają się wzajemnie.
Średniowieczne katedry były finansowane przez kupców. Kaplica Sykstyńska była zamówieniem. Sztuka sakralna i interesy komercyjne splatały się przez wieki. To, co zrobił World Chess, jest niezwykłe nie dlatego, że miesza wiarę i pieniądze – to starożytne – ale dlatego, że robi to firma szachowa. W 2025 roku. Dla gry, w którą gra miliard ludzi, którzy nigdy nie prosili o boskie wstawiennictwo.
I tak je dostali.
Co teraz
Federacje narodowe zamawiają ikonę – Polska, Włochy, Portugalia, Filipiny. Co najmniej jeden arcymistrz podobno przykleił ją na swoim laptopie. „Każde wsparcie pomaga przed trudną partią”.
FIDE milczy.
A gdzieś na świecie właśnie teraz szachista, który nigdy nie postawił stopy w kościele, wpatruje się w obraz XVI-wiecznej hiszpańskiej zakonnicy, zastanawiając się, czy może – tylko może – pomoże mu zobaczyć o jeden ruch głębiej.
Szachy przetrwały 1500 lat bez świętego.
Teraz go mają.
Czy chciały, czy nie.
