Wynik nie budził wątpliwości. Nawet przez ułamek sekundy.
Rosyjskie środowisko szachowe w piątek oficjalnie poparło urzędującego prezydenta FIDE Arkady'ego Dvorkovicha na kolejną kadencję na czele światowych szachów, kończąc proces nominacji, który na papierze wyglądał na konkurencyjny, ale w rzeczywistości był jedynie polityczną pieczątką, jaką Moskwa widziała już wielokrotnie.
Potężna Rada Nadzorcza Rosyjskiej Federacji Szachowej zagłosowała za poparciem Dvorkovicha jako kandydata kraju na wrześniowe wybory prezydenckie FIDE w Samarkandzie, pokonując wyzwanie ze strony byłego prezydenta FIDE Kirsana Ilyumzhinova.
Dvorkovich jest nie tylko urzędującym prezydentem FIDE, ale także zdecydowanym faworytem do utrzymania stanowiska. Pomysł, że Rosja odmówi poparcia urzędującemu prezydentowi ubiegającemu się o reelekcję, zawsze wydawał się mało prawdopodobny, niezależnie od prestiżu czy historii rywala stojącego naprzeciwko niego.
Pewność siebie w rosyjskich kręgach szachowych znalazła odzwierciedlenie w komentarzach prezydenta Rosyjskiej Federacji Szachowej Andrieja Filatowa po głosowaniu.
"Nie mamy wątpliwości, że nasz kandydat wygra wrześniowe wybory w Samarkandzie" – powiedział.
To uderzające oświadczenie, choć być może nie zaskakujące. Przewaga Dvorkovicha jest wbudowana w system. Urzędowanie niesie ze sobą korzyści: w zeszłym tygodniu był w Kazachstanie, otwierając Aktobe Open – Vladimir Dvorkovich Memorial, turniej nazwany imieniem jego ojca.
Ten epizod był jednak przypomnieniem trwałej rzeczywistości międzynarodowych szachów: Rosja nie ma zamiaru poluzować żelaznego uścisku na politycznych instytucjach tego sportu. Ta dominacja pozostaje głęboko kontrowersyjna.
Od ponad trzech dekad droga do prezydentury FIDE wiedzie przez Moskwę. Ilyumzhinov rządził organizacją od 1995 do 2018 roku, po czym przekazał władzę Dvorkovichowi, który zajmuje to stanowisko od tamtej pory. Jeśli urzędujący prezydent zapewni sobie kolejną kadencję we wrześniu, rosyjskie przywództwo nad światowym organem zarządzającym szachami przekroczy z łatwością 30-letnią granicę.
W większości międzynarodowych sportów taka passa byłaby niezwykła. W szachach jest rutynowa. Rosja, mimo niedawnego braku arcymistrzów w pierwszej dziesiątce, wciąż jest potęgą tej gry, kontynuując tradycję zapoczątkowaną przez Związek Radziecki po II wojnie światowej. Jeśli chodzi o Rosję, niewiele się zmieniło.
Trzeba oddać Ilyumzhinovowi sprawiedliwość – jego gotowość do rzucenia wyzwania Dvorkovichowi dodała odrobinę intrygi temu, co w przeciwnym razie mogłoby być proceduralnym ćwiczeniem. Były prezydent był jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w polityce szachowej. Zniknął na jakiś czas, ale wrócił, twierdząc, że wciąż ma zwolenników na całym świecie. Ilyumzhinov może jeszcze odegrać rolę w tym procesie. Być może szykuje się na zapasowego kandydata, gdyby Dvorkovich został zmuszony do wycofania się z wyborów?
Ale podstawy nigdy się nie zmieniły. Dvorkovich wszedł do wyścigu z przewagami urzędującego, ugruntowaną międzynarodową koalicją i praktyczną rzeczywistością, że Rosja generalnie preferuje stabilność i posłuszeństwo nad przewrotem.
Dvorkovich, można argumentować, spełnił oba te warunki, więc rosyjska federacja ostatecznie wybrała ciągłość.
Ta decyzja przygotowuje teraz grunt pod międzynarodową kampanię wyborczą, która formalnie rozpoczyna się 26 czerwca. O ile nie wydarzy się wielka niespodzianka, Dvorkovich wejdzie do wyścigu jako człowiek do pokonania, popierany przez kraj, który od dawna wywiera większy wpływ na światowe szachy niż jakikolwiek inny.
Rosja poparła swojego prezydenta. A jeśli pewność Filatowa jest jakąkolwiek wskazówką, w pełni oczekuje, że reszta szachowego świata zrobi to samo.
