Od żaru białego meczu Fischer–Spassky w 1972 roku po tak zwaną „zderzenie cywilizacji” między Garrym Kasparowem a Anatolijem Karpowem, szachy zawsze były definiowane przez wielkie rywalizacje.
Te pojedynki nigdy nie dotyczyły tylko ruchów na szachownicy, ale narodów, tożsamości i zmieniających się układów sił.
We współczesnych szachach nowa rywalizacja cicho – ale wyraźnie – nabiera kształtu. A w jej centrum stoją Indie i Uzbekistan.
Przez większą część ostatniej dekady Indie wydawały się przeznaczone do dominacji w szachowym świecie. Ich taśmociąg cudownych dzieci, niezrównana głębia młodych arcymistrzów oraz koronacja GM Gukesh D na mistrza świata – wszystko wskazywało w jednym kierunku. Przyszłość szachów, jak wielu sądziło, będzie nosić trójkolorową flagę.
Ale w holenderskim nadmorskim miasteczku Wijk aan Zee ten poczucie nieuchronności doznało ciosu.
Moment Nodirbeka
Turniej Szachowy Tata Steel 2026 – powszechnie uważany za najbardziej prestiżowy superturniej poza cyklem mistrzostw świata – zakończył się w niedzielę wynikiem, który wydawał się symboliczny dla szerszej zmiany.
GM Nodirbek Abdusattorov, 21-letni arcymistrz z Taszkentu, w końcu zdobył tytuł, który umykał mu po trzech kolejnych bliskich porażkach.

Zachowując nerwy pod ogromną presją, Abdusattorov pokonał indyjskiego GM Arjun Erigaisi w ostatniej rundzie, kończąc turniej samodzielnie na pierwszym miejscu z 9 punktami w 13 partiach. Świeżo po zwycięstwie w London Chess Classic przed Bożym Narodzeniem, uzbecka gwiazda potwierdziła swoje miejsce na samym szczycie elitarnego szachowego świata.
Dla Abdusattorova było to potwierdzenie. Dla Indii – trzeźwiąca konfrontacja.
Indie wysłały do Wijk aan Zee czterech graczy – Gukesha, GM Praggnanandhaa R, Erigaisiego i GM Aravindh Chitambaram – niosąc wspomnienia dominacji. Zaledwie rok wcześniej Gukesh i Praggnanandhaa walczyli o tytuł Tata Steel w dogrywkach.
W tym roku kontrast nie mógł być większy.
W 52 partiach indyjski kwartet odniósł zaledwie sześć zwycięstw. W ciągu trzech tygodni szachów klasycznych Arjun stracił 30 punktów rankingowych na liście live, Praggnanandhaa spadł o 17, Aravindh o 16, a nawet Gukesh stracił sześć – łącznie 69 punktów rankingowych. Straty te nie pojawiły się na liście FIDE z lutego opublikowanej w poniedziałek, ale pojawią się w marcu.

Gukesh zakończył jako najwyżej sklasyfikowany Hindus na wspólnym ósmym miejscu z 6,5 punktami, wraz z GM Anish Giri i Vladimir Fedoseev.
Praggnanandhaa zakończył z 5,5 punktami, podczas gdy Arjun i Aravindh uzyskali po 4,5 punktu, znajdując się wśród czterech najgorszych graczy. Najbliżej tytułu z Hindusów był ósmy – to ostry spadek w porównaniu z zeszłorocznymi szczytami.
Uzbecki duet
To, co zaostrzyło poczucie niepokoju, to nie tylko problemy Indii, ale nowa oznaka dominacji Uzbekistanu.
Tegoroczny Tata Steel miał jedną z najmłodszych obsad w historii turnieju, w tym utalentowanego tureckiego 14-letniego IM Yagiz Kaan Erdogmus. Jednak młodość nie oznaczała braku konsekwencji dla uzbeckiego kontyngentu. Abdusattorowa na szczycie tabeli dołączył GM Javokhir Sindarov, który zajął drugie miejsce z 8,5 punktami.
Występ Sindarova nastąpił po jego triumfie w Pucharze Świata FIDE w Goa zaledwie kilka miesięcy wcześniej, co umacnia przekonanie, że złote pokolenie Uzbekistanu przeszło zdecydowanie od obietnic do władzy.
Wzrost tej pary jest niezaprzeczalny. Są tu, by zostać.
Rywalizacja latami w budowie
To nie był odosobniony odwrót, ale najnowszy rozdział rywalizacji, która tliła się od pięciu lat.
Punktem zapalnym była Olimpiada Szachowa 2022 w Chennai, kiedy Uzbekistan zaskoczył gospodarzy, zdobywając złoto, pokonując w ostatniej rundzie indyjską drużynę z Gukeshem i Praggnanandhaą. Indie odpowiedziały zdecydowanie dwa lata później w Budapeszcie, odzyskując złoto olimpijskie i przywracając równowagę.
Pod koniec tego roku rywalizacja wkroczy w trzeci akt w Samarkandzie, gdzie Indie będą bronić tytułu mistrza olimpijskiego na uzbeckiej ziemi – co teraz niesie dodatkowy ciężar psychologiczny.
Rankingi live według 2700chess.com odzwierciedlają zaostrzającą się rywalizację. Po Wijk aan Zee Gukesh jest jedynym reprezentantem Indii w pierwszej dziesiątce na dziesiątym miejscu, podczas gdy Sindarov awansował o dziewięć pozycji na 11., wyprzedzając Arjuna (12.) i Praggnanandhaę (14.).
Dzwonki alarmowe
Czas indyjskich problemów nie mógł być gorszy. Praggnanandhaa za kilka miesięcy zagra w swoim drugim Turnieju Kandydatów, dążąc do zdobycia szansy na mistrzostwo świata. Gukesh będzie bronił tytułu mistrza świata w listopadzie i grudniu. Indie będą również próbować utrzymać złoto olimpijskie pod koniec roku.
Kontekst sprawia, że kryzys w Wijk aan Zee jest jeszcze bardziej niepokojący. Praggnanandhaa przyjechał po brawurowym 2025 roku, w którym wygrał kilka elitarnych turniejów, zapewniając sobie miejsce w Kandydatach. Arjun wszedł w 2026 rok wspierany dwoma brązowymi medalami na Mistrzostwach Świata FIDE w Szachach Szybkich i Błyskawicznych.
Gukesh stracił mniej punktów rankingowych i odniósł więcej zwycięstw niż jego rodacy, ale jego decyzje budziły zdziwienie. Popełniał nietypowe błędy – w tym przegraną w jednym posunięciu z Abdusattorovem – załamał się przeciwko Giriemu i dał GM Hans Niemann szansę spekulacyjnym poświęceniem skoczka. Pozwolił też, by wygrane pozycje, zwłaszcza przeciwko Sindarovowi, dryfowały w stronę remisów.
Dla panującego mistrza świata to sygnały ostrzegawcze, a nie przypisy.
Prawdziwa rywalizacja
Indie pozostają szachowym mocarstwem. Ale założenie nieuchronności – że dominacja Indii to tylko kwestia czasu – już nie obowiązuje.
Uzbekistan, prowadzony przez opanowanie Abdusattorova i nieustraszoność Sindarova, wyłonił się nie jako dzielny pretendent, ale jako prawdziwy rywal.
A po Wijk aan Zee jedno jest jasne: kolejna wielka rywalizacja w szachach już się rozpoczęła.
