Czy chciałbyś rządzić światem szachów? FIDE ujawnia, co trzeba zrobić, aby zostać wybranym

Są łatwiejsze sposoby, by stać się drobną postacią geopolityczną. Niektóre wymagają mniej formularzy nominacyjnych.
We wtorek FIDE opublikowała swój nowy harmonogram wyborów na 2026 rok, przedstawiając w cudownie biurokratyczny sposób, jak można ubiegać się o prezydenturę światowej federacji szachowej. Są terminy. Wymogi kontynentalne. Komisje wyborcze. Listy poparcia. Klauzule konstytucyjne. Mnóstwo PDF-ów.
Oficjalnie proces jest prosty. Zbierz poparcie federacji z różnych kontynentów, skompletuj swój zespół, złóż dokumenty, prowadź szlachetną kampanię na rzecz przyszłości szachów i pozwól demokracji działać.
Nieoficjalnie? Wszyscy w szachach już znają prawdziwe wymagania wstępne.
Po pierwsze, ogromnie pomaga, jeśli za tobą stoi Rosyjska Federacja Szachowa, a jak powszechnie się zakłada, także Kreml. To nie jest poparcie, które każdy otrzyma. Po drugie, pomaga, jeśli jesteś niezależnie bogaty lub masz dostęp do kogoś, kto jest. Najlepiej oba.
Tak było od dziesięcioleci i absolutnie nic w świeżo ogłoszonym procesie na 2026 rok nie sugeruje, że 2026 będzie wyglądać inaczej.
Obecny prezydent, Arkady Dvorkovich, był w tym tygodniu na Sri Lance, otwierając Commonwealth Chess Championship 2026. W 2022 roku został ponownie wybrany stosunkiem głosów 157 do 16, co jest przewagą tak miażdżącą, że przypominała sowieckie referendum, a nie kontestowane wybory.
Jego polityczny rodowód nigdy nie był ukrywany: były wicepremier Rosji, były insider Kremla, były organizator Pucharu Świata. W ostatnich tygodniach Dvorkovich podróżował po świecie, szerząc słowo szachów, dogodnie przed formalnym rozpoczęciem kampanii wyborczej.
54-latek był również oskarżany o łamanie surowych zasad wyborczych FIDE, czemu federacja zaprzecza. W tej chwili każde oskarżenie jest potencjalnie motywowane politycznie.
Nie łudźmy się, idea, że globalne szachy istnieją jako czysty sport poza geopolityką, została dawno porzucona.
Obecny prezydent może ubiegać się o reelekcję, ponieważ FIDE po cichu usunęło limity kadencji w 2023 roku, wygodnie torując Dvorkovichowi drogę do kampanii w 2026. Czy podczas posiedzenia Zgromadzenia Ogólnego FIDE, gdy przeforsowywano tę uchwałę, były protesty? Tylko niewielkie.
Potencjalni kontrkandydaci już krążą. Były prezydent Kirsan Ilyumzhinov – entuzjasta kosmitów, sankcjonowany były przywódca Kałmucji – podobno robi hałas wokół kolejnego startu.
Jest też Wadim Rosenstein, niemiecki organizator, o którym coraz częściej mówi się jako o kandydacie zachodnich federacji i reformatorsko nastawionych administratorów.
Rosenstein, człowiek stojący za serią wydarzeń WR Group, ma pieniądze, kontakty i, co być może najważniejsze, chęć wydania obu na kampanię, której większość rozsądnych ludzi całkowicie by unikała.
Ale dla Rosensteina nieudana kampania GM Garry'ego Kasparova w 2014 roku jest przestrogą z historii. Kasparov, największe nazwisko w szachach w tamtym czasie, mianował amerykańskiego dobroczyńcę szachów Rexa Sinquefielda swoim nominatem.
Sinquefield wsparł kampanię ogromnym finansowaniem, podobno 20 milionów dolarów, ale urzędujący Ilyumzhinov wygrał wybory 110-61. Dlaczego? Pomogło mieć Rosję po swojej stronie.
Bo to jest ta część rzadko wypowiadana głośno: kandydowanie na prezydenta FIDE jest rujnująco drogie, a nawet to nie wystarcza.
Po objęciu stanowiska podróżujesz nieustannie. Uczestniczysz w kongresach, imprezach młodzieżowych, mistrzostwach kontynentalnych, seminariach rozwojowych, kolacjach federacyjnych i przyjęciach w hotelach z dywanami w desenie przypominające dyplomację zimnej wojny. Uśmiechasz się przez przemówienia o „przyszłości szachów w regionie”. Obiecujesz programy wsparcia. Budujesz sojusze. Finansujesz widoczność. Szybko uczysz się, że każda federacja, bez względu na to, jak mała, posiada dokładnie jeden głos.
A te głosy liczą się tak samo, niezależnie od tego, czy pochodzą z Indii, Niemiec, Rosji, czy z wyspiarskiego narodu z mniejszą liczbą utytułowanych graczy niż przyzwoity londyński klub szachowy.
To, nawiasem mówiąc, jest powód, dla którego miliarderzy i postacie wspierane przez państwa mają tendencję do prosperowania w szachowej polityce. Idealiści w końcu odkrywają, że „oddolny ruch reformatorski” nie jest akceptowaną metodą płatności.
Ironią, rzecz jasna, jest to, że sami szachiści nie mają prawie żadnego bezpośredniego wpływu na to wszystko.
Najlepsi arcymistrzowie świata mogą narzekać na X, podpisywać listy otwarte, udzielać wywiadów na temat zarządzania lub – co bardziej prawdopodobne – całkowicie zignorować wybory i nic nie robić.
Ale sam proces głosowania, który ruszy, gdy delegaci spotkają się w Samarkandzie w Uzbekistanie we wrześniu, pozostaje domeną federacji i bloków politycznych. To zimna, twarda polityczna gra.
Mimo to romantyzm przetrwał. Każdy cykl wyborczy rodzi szepty o reformach, przejrzystości, modernizacji, cyfrowej transformacji i „wyniesieniu szachów na wyższy poziom”. Każdy kandydat obiecuje jedność. Każda kampania twierdzi, że reprezentuje przyszłość.
A każdy weteran-obserwator po cichu sprawdza najpierw dwie rzeczy: Kto ma Moskwę? I kto płaci za kolację?