Elitarnych szachistów czeka bardzo niezręczny sierpień.
W 2026 roku dwa największe wydarzenia w kalendarzu – długoletni Grand Chess Tour i finansowany przez Arabię Saudyjską Esports World Cup – mają się nałożyć. I jeśli coś nie ustąpi, wielu najlepszych graczy na świecie będzie zmuszonych wybrać jedno kosztem drugiego.
We wtorek Grand Chess Tour (GCT) dał jasno do zrozumienia, że nie ustąpi.

W ostrym oświadczeniu cykl z siedzibą w Saint Louis podkreślił, że jego terminy są ustalone od miesięcy. Saint Louis Rapid & Blitz 2026 odbędzie się od 31 lipca do 7 sierpnia, zaraz potem Sinquefield Cup (8–21 sierpnia), a następnie Finały GCT (21–28 sierpnia).
Cykl twierdzi, że publicznie ogłosił pełny harmonogram na 2026 rok już 3 października 2025 – poprzez komunikaty prasowe, transmisje i media społecznościowe – i kontynuował rezerwację obiektów, sponsorów i umów z graczami.
Stare kontra nowe
Esports World Cup, który zadebiutował zeszłego lata w błyszczącym wydarzeniu wygranym przez GM Magnusa Carlsena, ujawnił swoje terminy dopiero w zeszłym miesiącu.
„Ze względu na nasze długoterminowe zobowiązania umowne… nie jest możliwe przesunięcie naszych sierpniowych terminów” – powiedział GCT, dodając, że organizatorzy powinni okazywać „wzajemny szacunek”, nie planując wydarzeń w tym samym czasie co długoletnie imprezy.
Krótko mówiąc, inspirowany przez GM Garry'ego Kasparova GCT uważa, że to niesprawiedliwe – i jest gotów to powiedzieć publicznie.
Ale to już nie tylko spór organizatorów. Włączyli się również gracze.
Kilka największych nazwisk w szachach rywalizacyjnych podpisało otwarty list potępiający kolizję. Wśród nich: GM Levon Aronian, pięciokrotny mistrz USA Fabiano Caruana, dwukrotny mistrz świata Alireza Firouzja, czterokrotny mistrz Holandii Anish Giri, numer jeden Niemiec Vincent Keymer, indyjska supergwiazda Praggnanandhaa R i trzykrotny mistrz Francji Maxime Vachier-Lagrave.
Ich przekaz jest bezpośredni: granie w obu wydarzeniach jest „praktycznie niemożliwe”. Ale dobrali słowa bardzo ostrożnie.
„To dwa z najważniejszych turniejów w kalendarzu” – głosi list. „Kolizja na taką skalę uniemożliwia wielu najlepszym graczom świata udział w obu zawodach.
„Unikanie bezpośrednich konfliktów między flagowymi wydarzeniami to podstawowa zasada w innych sportach zawodowych i szachy powinny dążyć do tego samego standardu”.
Gracze twierdzą również, że zgłaszali obawy zarówno Esports World Cup, jak i Grand Chess Tour, ale harmonogramy pozostały niezmienione.
To stawia czołowych arcymistrzów przed dylematem. Czy wybiorą to, co znają, czy saudyjskie dolary?
Z jednej strony: Grand Chess Tour – oparty na Sinquefield Cup, jednym z najbardziej prestiżowych turniejów klasycznych na świecie, oraz kończących sezon Finałach GCT. To cykl z historią, strukturą i konsekwencjami kwalifikacyjnymi. Gracze, którzy się zobowiążą, nie mogą po prostu opuścić finału bez konsekwencji.
Z drugiej: Esports World Cup, część ogromnych inwestycji Arabii Saudyjskiej w globalny gaming i sport. Obiecuje ogromne pule nagród i mainstreamową ekspozycję e-sportową, jakiej szachy rzadko doświadczały. Dla wielu graczy – zwłaszcza tych spoza najwyższej warstwy zarobkowej – ta finansowa szansa jest trudna do zignorowania.
Fani tymczasem już kłócą się w internecie. Niektórzy wskazują, że EWC, który gromadzi wiele tytułów e-sportowych pod jednym parasolem, może mieć ograniczoną elastyczność w przesuwaniu terminów. Inni argumentują, że Grand Chess Tour, jako starszy i bardziej ugruntowany cykl, zasługuje na pierwszeństwo.
Tak czy inaczej, to kolejna wielka awantura w świecie szachów. A jeśli Esports World Cup chciał nim wstrząsnąć, to mu się udało.
